H-SENSITONIN | PHARMACERIS H

H-SENSITONIN | PHARMACERIS H

Trzymając się tematyki włosów, mam dla Was kolejny produkt do ich pielęgnacji. Poprzednim razem opisywałam moje rozczarowanie odżywką WS Academy, dzisiaj dla odmiany pozachwycam się micelarnym szamponem kojąco-nawilżającym z serii H-Sensitonin od Pharmaceris. 

Szampon micelarny Pharmaceris

Dlaczego akurat ten szampon ? Nie podrażnia mojej skóry głowy, nie pojawia się po nim łupież, ani swędzenie. Od jakiegoś czasu muszę bardzo uważać na to, czym myje włosy, ponieważ wiele produktów powoduje u mnie własnie taką reakcję. Z szamponem H-Sensitonin polubiłam się od pierwszego użycia. Po zużyciu próbek od razu pobiegłam do drogerii kupić pełnowymiarowe opakowanie, ale zacznijmy od początku. Dla kogo jest ten produkt ? Zdecydowanie dla osób posiadającą wrażliwą skórę głowy, która nie toleruje SLS i SLES. Szampon Pharmaceris ma delikatną, micelarną formułę, która skutecznie oczyszcza włosy i skórę, zapewniając jej odpowiedni poziom nawilżenia. Przywraca jej naturalną, fizjologiczną równowagę i minimalizuje ryzyko powstawania podrażnień. Wyciąg z lnu, betaina i alantoina zmniejszają nadreaktywność skóry, a w połączeniu z piroktonianem olaminy łagodzą swędzenie, pieczenie i niwelują chroniczne łuszczenie się. Zawartość D-pantenolu i protein pszenicy wpływa kojąco, a dodatkowo wzmacnia włosy na cełej ich długości. 

Micelarno-kojący szampon Pharmaceris.

H-Sensitonin to zdecydowanie mój ulubieniec w swojej kategorii. Dzięki niemu ustało uporczywe swędzenie skóry głowy. Po każdym umyciu włosów widziałam coraz mniej suchych skórek wzdłuż ich linii. Możecie mi wierzyć lub nie, ale nic innego nie podziałało tak dobrze, jak to cudo. Przy tak fantastycznych właściwościach kojących, mamy zachowaną również odpowiednią moc mycia i pienienia się. Niewielka ilość wystarczy nawet przy długich włosach. Dla mnie jest to wyjątkowo ważne, ponieważ myję je zawsze 3 razy. Pierwszy aby pozbyć się kurzu i lakieru z całej ich długości. Drugi raz by dotrzeć do skóry głowy i trzeci, by mieć pewność, że nic na nich nie pozostało.

Szampon micelarny Pharmaceris

Doszukałam się tylko jednej wady i to nie co do samego kosmetyku, a w jego opakowaniu. Szampon zamknięty jest w białej butelce, przez co nie widać ubytku. Dla wielu osób nie będzie to miało znaczenia, ale musiałam się do czegoś przyczepić. Pomijając ten fakt, szampon Pharmaceris ma wygodne opakowanie z zamknięciem na tzw. klik. Dozuje się go bez problemu i dobrze leży w dłoni. Sam kosmetyk ma neutralny zapach i jest bezbarwny. Osobiście bardzo nie lubię perłowych formuł. Mam wrażenie, że pozostawiają na włosach pewien film.  Micelarny szampon H-sensitonin ma pojemność 250 ml i dostaniecie go w aptekach lub drogeriach z apteką, w cenie regularnej do 25 zł.

Jeśli też macie problem z wrażliwą skórą głowy, która lubi Was swędzić i się łuszczyć, koniecznie wypróbujcie szampon Pharmaceris. Nie kosztuje dużo, a mi na prawdę przyniósł olbrzymią ulgę. Z tej serii widziałam również peeling do skóry głowy i bardzo mocno zastanawiam się nad jego kupnem. Chyba, że możecie polecić mi inny produkt złuszczający bez jakichkolwiek drobinek ? Czekam na Wasze sugestie i życzę Wam miłego dnia. 

PACZULA WONNA ESENCJA | WS ACADEMY

PACZULA WONNA ESENCJA | WS ACADEMY

Dzisiaj coś dla wszystkich włosomaniaczek i tych z Was, którzy lubią dbać o swoją czuprynę. Bohaterem tego wpisu jest odżywczo-regenerująca odżywka do włosów PACZULA WONNA ESENCJA WS ACADEMY WIERZBICKI & SCHMIDT. Kosmetyki tych dwóch panów, prowadzących program TV „Ostre cięcie” (nie oglądam telewizji, więc nie widziałam żadnego odcinka), dostępne są np. w drogeriach Rossmann, w cenie regularnej ~ 30 zł. 

WS ACADEMY PACZULA ODŻYWKA

Paczula wonna to odżywka o właściwościach odżywczo-regenerujących, zawierająca wyciąg z papai, ekstrakt z mango i marakui oraz keratynę. Produkt można stosować na dwa sposoby, ze spłukiwanie lub bez. Cukier, witaminy i inne dobroczynne substancje znajdujące się w składzie mają nawilżać, odżywiać, regenerować, wygładzać i poprawiać stan uszkodzonych włosów. Dodatkowo odżywka ma działać antystatycznie i zapobiegać puszeniu się włosów, bez ich obciążania. Teraz wisienka na torcie. Jest to produkt profesjonalny, przynajmniej według zapewnień producenta. 

WS Odżywka Paczula.

Kosmetyk zamknięty jest solidnym, plastikowym słoiku z przyjemną dla oka szatą graficzną. W środku znajdziemy 250 gram białej, intensywnie pachnącej, płynnej odżywki. Jej zapach przypomina męską wodę po goleniu. Tu już jest jej pierwszy minus. Żadna kobieta, nie chce przecież pachnieć jak jej partner. Na szczęście zapach nie utrzymuje się na włosach długo. Kolejny minus to konsystencja.  Jak na odżywkę do spłukiwania jest zbyt płynna. Potrafi przeciekać przez palce. Gdy stosujemy ją bez spłukiwania, nie jest tak źle. Niewielka ilość, łatwo się rozprowadza i wchłania w kosmyki. Niestety po wysuszeniu włosów bardzo się zawiodłam. Na połowie długości włosów, były bardzo szorstkie i wysuszone, czego nie było przed ich umyciem. Odżywka rozchyliła łuski i ich nie domknęła.  Po prostu dramat. Postanowiłam dać jej drugą szansę. W końcu ma to być kosmetyk profesjonalny, stworzony przez znanych specjalistów. Może ja coś źle zrobiłam. Drugie podejście nie wypadło dużo lepiej. Odżywka nałożona na mokre włosy szybko w nie wsiąkała. By pokryć całą czuprynę potrzebowałam olbrzymiej ilości produktu. Z pewnością 2 razy więcej niż przy użyciu innych, podobnych kosmetyków. Namęczyłam się przy jej aplikacji, odczekałam 10 minut, tak jak było napisane na opakowaniu i spłukałam. Włosy niby miękkie, ale nie mogłam ich rozczesać. Nawet mój wierny TT nie dawał sobie rady. Takiej ilości włosów nie wyrwałam sobie już dawno. Efekt po wysuszeniu uzyskałam taki jak po każdej innej, taniej, drogeryjnej odżywce, czyli mierny. Co gorsze, na drugi dzień moje włosy wołały o ich umycie. Normalnie myje je co 2-3 dni, a nie codziennie. 

Odżywka Paczula Wonna WS Academy

Dla mnie ten produkt to dramat. Odżywka do włosów PACZULA WONNA ESENCJA od Wierzbicki&Schmidt kompletnie się u mnie nie sprawdziła, co nie znaczy, że u każdego się nie sprawdzi. Na pewno znajdą się jej zagorzałe fanki. Każda ma inne wymagania i potrzeby. Nie mniej jednak, ja nie zauważyłam nawilżenia czy regeneracji. Kompletnie nie czułam się jak po wyjściu od fryzjera.  Żałuje tych 30 zł wydanych na ten produkt. Za te pieniądze można dostać na prawdę dobrą odżywkę czy maskę. Nie polecam Wam jej, ale jeśli macie inne zdanie, z chęcią go posłucham, a raczej przeczytam.

FAVOURITES | JANUARY

FAVOURITES | JANUARY

Styczeń minął w mgnieniu oka, za oknami śnieg i mróz, aż nie chce się wychodzić z domu. To idealna pora na kubek pysznej herbaty z miodem i cytryną oraz miłą lekturę. Dlatego z małym poślizgiem, ale jak to mówią „lepiej późno niż w cale”, zapraszam Was na ulubieńców stycznia, czyli kosmetyki po które sięgałam najczęściej i najchętniej w minionym miesiącu. 

Ulubieńcy - pielęgnacja.

Pielęgnacja. 

Na ogromne wyróżnienie zasługuje z całą pewnością płyn micelarny 3w1 firmy Garnier. Wersja do skóry wrażliwej sprawdza się u mnie rewelacyjnie. Nie podrażnia, nie szczypie w oczy i doskonale zmywa mój codzienny makijaż. Radzi sobie nawet z eyelinerem, co nie jest takie oczywiste przy innych tego typu płynach. Kolejny wielki plus za wydajność. Butelka o pojemności 400 ml wystarczyła mi na ponad 3 miesiące (używana przez 2 osoby, codziennie). Dodatkowo cena 12 zł podczas promocji, czyni go produktem niemal idealnym. 

Moje włosy i nos bardzo polubiły się z kokosową odżywką do włosów marki OGX BEAUTY. Pachnie przepięknie, nie obciąża włosów, nawilża je i sprawia, że stają się miękkie i sprężyste. Wersja kakaowa była ze mną ponad pół roku. 

Krem na dzień po który najczęściej sięgałam znajdziecie w asortymencie sklepu MISSHA.  Cell Renew Snail Cream z serii Super Aqua ma postać żelu, szybko się wchłania, nie tworzy lepkiej warstwy i świetnie spisuje się pod makijaż. Daje mi odpowiednią dawkę nawilżenia i nie powoduje przy tym nadmiernego świecenia się twarzy. Dla mnie bomba. 

Nie mogłabym nie wspomnieć też o olejku pod prysznic Isana. Nie używałam go jednak do pielęgnacji ciała, a do mycia moich gąbeczek do makijażu. Nic ich tak dobrze i szybko nie czyści. 

Ulubieńcy - MAC, MISSHA.

Kolorówka. 

Pod koniec grudnia i w styczniu w mojej kosmetyczce pojawiło się całkiem sporo nowości i wiele z nich od razu zyskało miano ulubieńca. Takim kosmetykiem z całą pewnością jest kultowy rozświetlacz  SOFT&GENTLE Mineralize Skinfinish firmy MAC. Na pierwszy rzut oka wydawał mi się ciemny, ale na twarzy prezentuje się bardzo elegancko i na prawdę ładnie. Efekt można z łatwością stopniować. Ja się w nim zupełnie zakochałam. 

W styczniu, tak jak w poprzednich miesiącach namiętnie używałam gąbeczek Blent It. Są mięciutkie, całkiem trwałe i niezastąpione. Podkład nimi nałożony prezentuje się zdecydowanie lepiej, niż przy aplikacji pędzlem czy dłońmi. Zauważyłam, że w zależności od koloru gąbki, różnią się one miedzy sobą miękkością. Nowe, marmurkowe wersje wydają mi się najtwardsze, ale nadal spisują się genialnie. 

Ulubieńcy- Soap&Glory, Bourjois, Artdeco

Obecność kosmetyków Soap&Glory nikogo pewnie nie dziwi, po tym jak się nad nimi rozpływałam w tym wpisie. Moje serce skradły szczególnie dwa produkty. Eyeliner w pisaku Supercat oraz kredka do brwi Archery. Gładko suną po skórze, nie zacinają się, są odpowiednio napigmentowane i mega trwałe, choć nie wodoodporne. Przy najbliższej wizycie w Wielkiej Brytanii na pewno zrobię sobie ich zapas. Ciekawa jestem, czy skusilibyście się na rozdanie z ich udziałem ?

Niekwestionowanym ulubieńcem ostatnich miesięcy jest maskara All in One Panoramic Mascara od Artdeco. Mogę śmiało zakwalifikować ją do trójki moich najlepszych tuszy do rzęs. Intensywnie czarna, nie kruszy się, nie rozmazuje, nie odbija się na górnej powiece, ładnie rozczesuje włoski, wydłuża je i delikatnie pogrubia. Robi wszystko to, czego od niej wymagam. 

Pozostając nadal w okolicach oczu, kolejny ulubieniec to korektor. Bourjois Healthy Mix w kolorze 51 świetnie sprawdza się w codziennych makijażach. Ma ładny żółty kolor, nie zbiera się w załamaniach skóry, nie migruje w ciągu dnia i nie wysusza delikatnych okolic pod oczami (stosowany zawsze z kremem). 

Ulubieńcy kosmetyczni stycznia.

Ostatnich dwóch ulubieńców ciężko zaliczyć do poprzednich kategorii, dlatego pojawiają się na końcu. Można powiedzieć, że są to moje umilacze dnia. Wosk zapachowy do kominka Pepermint Cocoa od Kringle, pachnie jak czekoladki After 8 i gorące, mleczne kakao. Mniam …. cudowny, otulający zapach. Nie jest za słaby, ani zbyt intensywny. Wystarczy roztopić niewielki kawałek, by pachniało w całym pokoju. 

Równie smakowicie pachnie balsam do ust Berry Tarte  Victoria’s Sectret. Nie mogę mu umniejszyć właściwości nawilżających i regenerujących. Jego jedyną wadą jest dostępność, a raczej jej brak u nas, oraz fakt, że zamknięty jest w słoiczku. Dlatego korzystam z niego tylko w domu, gdzie mam możliwość umycia rąk, przed jego użyciem. 

Mam nadzieję, że znaleźliście coś ciekawego dla siebie. Może jakąś inspirację, nową zachciankę ? Koniecznie dajcie znać, co Was zainteresowało i jacy są Wasi ulubieńcy. 

 

ENJOY FRESH-ON TIME | MIZON

ENJOY FRESH-ON TIME | MIZON

Zdarzyło Wam się kiedyś bardzo mocno na coś nastawić, a później dostać kubeł zimnej wody ? Ja miałam tak właśnie z moją fascynacją kosmetykami koreańskimi. Ich składy miały działać cuda, udało mi się trafić na kilka na prawdę bardzo dobrych kosmetyków, co mnie tylko utwierdziło w przekonaniu o wyjątkowości koreańskich specyfików. Dosłownie dzisiaj dotarło do mnie, że te „ekskluzywne ” produkty to azjatyckie, tanie, drogeryjne odpowiedniki takich marek jak Nivea, Lirene czy Garnier (bez umniejszania im czegokolwiek). Sklepy internetowe wmawiają nam, że płacimy kupę kasy za wyjątkowy krem, a tak na prawdę to zwykły przeciętniak. Ten temat będę pewnie drążyć jeszcze długo, nim nauczę się więcej o azjatyckich markach, po które warto sięgnąć. Dzisiaj mam dla Was za to kilka słów o maseczce marki Mizon (w Korei to drogeryjna półka). 

(więcej…)

EYES BOX | SOAP&GLORY

EYES BOX | SOAP&GLORY

Dobry kosmetyk do makijażu to połowa sukcesu, reszta to nasze umiejętności i akcesoria. Te z Was, które codziennie malują kreski na oczach, na pewno nie raz słyszały pytania koleżanek „Jak Ty robisz tą kreskę, że Ci wychodzi” ? Sama zawsze powtarzam, że praktyka czyni mistrza, ale ostatnio odkryłam produkt, który niemal sam rysuje jaskółki na oku. Zobaczcie sami, co to takiego. 
(więcej…)

Strona 3 z 3212345...Ostatnia »
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial