My brush

My brush

Witajcie 🙂 Jak mija Wasz weekend ? W Poznaniu pogoda bura, mokra i przytłaczająca ale ja nie daję się jesiennej chandrze . W piątek przyszła wyczekiwana paczka, która bardzo poprawiła mi humor. Znalazł się w niej pędzel do nakładania podkładu Hakuro H50S.

 

 

Hakuro to polska firma, produkująca akcesoria do makijażu w bardzo dobrej jakości za przestępną cenę. Oczywiście są produkty dużo lepsze od tych wypuszczanych na rynek przez tego producenta, ale kosztują kilkakrotnie więcej.
Pędzel, który widzicie na zdjęciach ma numer H50S i jest mniejszą wersją H50. Do użytku „domowego” mniejszy jest w sam raz. Doskonale sprawdza się przy operowaniu wokół nosa:)
Pędzel jest bardzo ładnie wykonany, a nie ma co ukrywać, że wygląd produktów, które kupujemy jest dosyć istotny – przynajmniej dla nas kobiet 🙂 Włosie jest syntetyczne, bardzo miękkie, delikatne i jednocześnie sprężyste. Pędzel łatwo się użytkuje i czyści. Jak dla mnie zasługuje na ocenę 5+ .
Dokładne wymiary, cenę i inne produkty możecie znaleźć  TUTAJ
Jeżeli planujecie zakup pędzli gorąco polecam Wam tą firmę. Mnie bardzo miło zaskoczyła jakość tego produktu, której nie spodziewałam się za taką cenę 🙂 Dodam też, że ja również dopiero rozpoczynam pracę z pędzlami do makijażu – nie licząc zwykłego „taniego” pędzla do pudru czy różu, które każda z nas gdzieś w kosmetyczce ma. Pamiętajcie, że o taki „sprzęt” trzeba prawidło dbać i czyścić, ale o tym opowiem następnym razem.
Miłej niedzieli 🙂
St. Martin in Poznań – parade.

St. Martin in Poznań – parade.

Dzień 11 listopada w całej Polsce obchodzony jest jako Narodowy Dzień Niepodległości. Z wyjątkiem jednego miasta – Poznania, gdzie nie jest to jedyna obchodzona uroczystość. U nas jest to święto Marcina, a raczej imieniny ulicy Świętego Marcina. Znakiem rozpoznawczym tego dnia są rogale ze specjalnym certyfikatem – nie każda cukiernia może swoje rogale nazwać „świętomarcińskimi”, oraz gęsina, o czym nie każdy wie – nawet poznaniak. Co to jest dokładnie za święto ? Żeby nie zanudzać Was historią, skrócę ją do najważniejszych faktów. Na początku wybudowano kościół, oczywiście jego patronem został św. Marcin, następnie w jego sąsiedztwie rozwinęła się osada. Na miejscu dawnego traktu wytyczono ulicę, która dzisiaj nosi nazwę Świętego Marcina, a u jej wylotu powstał Zamek Cesarski – teraz jest to Centrum Kultury Zamek. Dobra, dobra wiemy już o co chodzi z patronem i tak dalej, ale co z rogalami ? Legenda głosi, że na odpuście tej parafii, jej proboszcz  poprosił o dary dla potrzebujących. Na apel odpowiedział pewien cukiernik, który przyniósł 3 blachy pysznych drożdżowych rogali z nadzieniem migdałowo – makowym. Z czasem uczynnych cukierników przybywało i tak narodziła się tradycja wypieku tych przysmaków.
Od 1994 Centrum Kultury Zamek organizuje pochód ze świętym Marcinem w stroju rzymskiego legionisty na czele kolumny, złożonej z przeróżnych platform i akrobatów. Pod zamkiem, patron ulicy otrzymuje od prezydenta miasta Poznania klucze do jego bramy. Przez cały dzień trwa zabawa dla całych rodzin, a imprezę kończy pokaz sztucznych ogni. Warto dodać, że jest to jedyne wydarzenie tego typu w Polsce, a nawet w Europie.
Niestety nie udało mi się zrobić zdjęć głównej postaci- zbyt duży tłum, ani fajerwerków – nie mogłam czekać do wieczora 🙁 Zdjęcie patrona znalazłam na oficjalnej stronie miasta z 2012 roku, zawsze wygląda on tak samo  – link.
Teraz pora na fotorelację 🙂
Tak wygląda nasz „zamek”

 

A tak ratusz na starym rynku. Nie ma on nic wspólnego z paradą, ale chciałam Wam go koniecznie pokazać.
Przepyszne rogale … palce lizać 🙂
A teraz czas na pochód 🙂

 

 

 

 

 

 

 Powyższe zdjęcie przedstawia świętego Marcina, jako jedyne nie jest mojego autorstwa. Link do strony, z której pochodzi podałam w tekście na początku artykułu.

 

 

 

Po zakończeniu parady trzeba było przedrzeć się przez tłum ludzi . Przy okazji, tak wygląda ulica, wokół której całe to zamieszanie.
Nagrodą była możliwość zobaczenia wystawy w „zamku”. Fotografie przedstawiają miasto za dawnych czasów, no może nie, aż tak bardzo starych, ale dla mnie na pewno nie znanych.

 

 

 

 

 

Po zwiedzeniu wszystkich dostępnych atrakcji, przepychaniu prze tłum innych świętujących, którzy niestety pchali się łokciami we wszystkie strony, deptali, nie panowali nad własnymi pociechami, byłam tak zmęczona i głodna, że z ochotą skusiłam się na poznańską pajdę chleba ze smalcem i kiełbaską – pierwszy raz w życiu jadłam smalec xD
Panie na stoisku wiedziały komu podać tę większą wersję – mi, mój chłopak dostał znacznie mniejszą pajdę – to znak, że pora mniej jeść ? Raczej nie 🙂
DIY

DIY

Dzisiaj przygotowałam dla Was krótki post z serii Do It Yourself.  A o co konkretnie chodzi ?
Jakiś czas temu dokonałam zakupu nowej biżuterii i długo nie mogłam dla niej znaleźć miejsc w szkatułce. Zastanawiałam się nad kupnem stojaka w kształcie laleczki ale zniechęciło mnie to, że prawie każdy ma coś takiego w domu. Wymyśliłam zupełnie coś innego. A zainspirował mnie do tego pokój mojej młodszej siostry, gdzie na ścianie ma przypięte mnóstwo zdjęć. Tak ! Przypięte szpilkami. Kiedy nam się taka dekoracja znudzi, w ścianie nie zostają żadne widoczne dziury.
 Jak takie coś wygląda ? Dokładnie tak :

 

Czego będziemy potrzebować :
– szpilek
– ściany 
– przedmiotów / zdjęć jakie chcemy zawiesić
Szpili wbijamy jak najgłębiej w ścianę, tak aby utrzymały ciężar wisiorka. I tu od razu odpowiadam na pytanie jakie może się Wam nasunąć. Nie mam ścian z dykty anie innego niekonwencjonalnego materiału, są standardowe murowane.
Wbijamy tyle szpilek ile biżuterii chcemy zawiesić. Ja środkowe szpilki wykorzystałam do dwóch wisiorków.

Mam nadzieję, że w ten sposób zainspirowałam Was do tworzenia nowych, innych sposobów od ogólnie znanych na dekorację pokoju, czy przechowywanie dużych naszyjników.

Miłego dnia ! 🙂

Winter Essentials

Winter Essentials

Za oknem ciągle mamy piękną, słoneczną pogodę ale o poranku jest mroźno jak w grudniu. Dlatego pora na zaopatrzenie się w zimowy must have do pielęgnacji naszych ust. Dlaczego właśnie ust ? Ponieważ to one jako pierwsze odczuwają negatywne skutki niskich temperatur.

 

 

Prezentuję Wam mój – nieco już wysłużony, niezbędnik na mrozy.
Póki temperatury nie spadną poniżej zero wystarczają mi zwykłe pomadki ochronne dostępne w każdej  nawet najmniejszej drogerii na całym świecie. Przeważnie jest to firma Nivea lub Bebe Young Care. Na zdjęciu jest właśnie ta druga w wersji różanej. Dostępne są również perłowa ( moja ulubiona ) oraz classic .Są tanie ( średnio 6zł) i świetnie sprawdzają się jesienią.
Gdy temperatury spadną grubo poniżej zera ratunkiem dla moich spierzchniętych  ust jest balsam Carmex Classic Moisturing Lip Bal . Moje opakowanie jest już dość mocno sfatygowane, ponieważ używam go nie tylko zimą, a dodatkowo zawsze jest pod ręką w mojej torebce bez dna 🙂
Dla niektórych z Was jego zapach może się wydać lekko nieprzyjemny. Mi kojarzy się z maścią rozgrzewającą. Dodatkowo po nałożeniu ma się wrażenie tzw. mrowienia na ustach, a dzieje się tak dzięki obecności mentolu w składzie balsamu. Jak dla mnie spisuje się idealnie. Szybko nawilża usta, sprawia, że są miękkie i pełne, a o spierzchniętych wargach możemy zapomnieć. Do wyboru mamy w słoiczku, w tubce lub sztyfcie . Najczęściej spotykany jest w wersji klasycznej i truskawkowej ale wiem, że są też waniliowe, wiśniowe, limonkowe, jaśminowe. Cena takiego balsamu to około 10 zł. Wszystkie dodatkowe informacje znajdziecie tutaj.

 

Na koniec mój niezbędnik na podrażniony nos.

 

 

Krem Nivea, koniecznie ten „najstarszy model” w niebieskim opakowaniu. Jest bardzo gęsty i dość długo się wchłania ale fantastycznie nawilża skórę. Latem używam go na suche łokcie i kolana a zimą na podrażniony przez chusteczki nos. Każdy wie jak ta część naszej twarzy wygląda już po paru dniach podczas kataru. Czerwony, podrażniony nos, z którego zazwyczaj schodzi naskórek. Polecam stosowanie wówczas tego właśnie kremu. Tylko pamiętajcie, że w jego składzie jest dużo wody i nie stosujcie go zimą przed wyjściem z domu. Osobiście nakładam grubą warswtę przed pójściem spać. Rano nos nie piecze, nie jest czerwony a po paru takich aplikacjach również gładki bez łuszczącego się naskórka. Tak jak ceny wcześniejszych produktów, ten również kosztuje zaledwie kilka złotych. A prawda jest taka, że chyba każdy ma lub miał go kiedyś w domu 🙂
PS. Słyszałam też, że świetnie sprawdza się u mężczyzn po goleniu. Łagodzi podrażnienia i niweluje zaczerwienienie skóry 🙂
A wy jakie macie zimowe sposoby pielęgnacji ?

 

Lash Booster

Lash Booster

Na dziś przygotowałam dla Was krótką recenzję kosmetyku, a raczej serum do rzęs firmy Eveline Cosmetics –  SOS Lash Booster. Stosowałam ją ponad 2 miesiące z reguły raz dziennie. Zawsze zastanawiałam się czy takie „cuda” dają jakiekolwiek rezultaty, w szczególności jeśli kosztują zaledwie kilkanaście złoty ? O tym za chwilę, a teraz jak owe serum wygląda 🙂

 

Zacznę od opisu na opakowaniu. Jest to multifunkcyjne serum do rzęs 5 w 1 zawierające dodatek olejku arganowego, który jest od dłuższego czasu bardzo popularny, szczególne w pielęgnacji włosów.

Jakie jest jego 5 zastosowań ?
Dokładnie takie, że:
-podwaja objętość rzęs
-wydłuża i wzmacnia
-odżywia i regeneruje
-przyspiesza wzrost
-zapobiega wypadaniu

Tak na prawdę kupując tą odżywkę nie wierzyłam, że stosowanie jej da jakiekolwiek rezultaty. Skusiłam się na nią, ponieważ miałam duże problemy z wypadaniem rzęs, a w drogerii była akurat promocja na produkty firmy Eveline – zapłaciłam za nią niewiele ponad 10 zł, w regularnej cenie kosztuję niecałe 20 zł, w zależności od drogerii.
Wracając do moich rzęs, wcześniej nie miałam z nimi problemów. Były ciemne, długie i naturalnie podkręcone, o średniej gęstości. Nie wiem dlaczego ( może ktoś ma jakiś pomysł ) zaczęły mi wypadać. Na początku 1 do 2 włosków przy demakijażu oczu, a po jakimś czasie nawet do 3 z jednej powieki – o zgrozo ! Cały czas używałam tego samego tuszu do rzęs, podobnie się odżywiałam, kosmetyki do demakijażu również były te same.
Wracając do naszego serum przez pierwsze kilka dni nie widziałam żadnych efektów. Jednak z czasem ( mniej więcej po 2-3 tygodniach ) ilość wypadających rzęs znacznie się zmniejszyła. Po 2 miesiącach problem wypadających rzęs mnie już nie dotyczył. Dodatkowo stały się bardziej błyszczące i odrobinkę dłuższe – nie była do jednak zatrważająca zmiana.
Z 5 obiecywanych  rezultatów zauważyłam u siebie tylko dwa – wzmocnienie i zaprzestanie wypadaniu. Nie liczę tego minimalnego wydłużenia, ponieważ było ono ledwie widoczne i przypuszczam, że spowodowane większą ilością rzęs.
Co do samej odżywki jej objętość to 10 ml, ma postać białego tuszu, który nakłada się całkiem wygodną, silikonową szczoteczką. Biała barwa znika lub wręcz wsiąka po kilku minutach w rzęsy. Dla mnie było to dosyć kłopotliwe rano, gdy miałam mało czasu na zrobienie makijażu, a po nałożeniu na nią zwykłego czarnego tuszu miałam efekt pozlepianych rzęs, dlatego stosowałam ją głównie na noc.
Ogólny efekt ? Na mnie zrobiła całkiem pozytywne wrażenie, w szczególności, że się nie spodziewałam takich  rezultatów, za taką cenę. W skali od 1 do 10 oceniam ją na 8, głównie za jej działanie zapobiegające wypadaniu, które sprawdziło się powyżej moich oczekiwań.

Czy któraś z was stosowała tą odżywkę ? A może jakąś inną, np. regenerum do rzęs ?
Czekam na Wasze opinie w komentarzach 🙂

Strona 32 z 34« Pierwsza...3031323334
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial