BRONZING STONE | SWEDERM

at
Hej kochani. Dzisiaj mam dla Was coś ciekawego, z jednej strony bardzo dobrego, z drugiej … no cóż za chwilę się dowiecie. Gwiazdą tego wieczoru jest Bronzing Stone od Swederm. Coraz bardziej popularny, podobno „tańszy” zamiennik Ziemi Egipskiej, i to właśnie z tego powodu postanowiłam go przetestować.

 

Za tego przyjemniaczka o masie 13 gram musimy zapłacić 89 zł. Mi udało się go zamówić tu z gratisem, w postaci miniatury kremu parowego Steam Cream (nadal dostępne). Jedni powiedzą dużo, inni mało. Dla mnie nie jest to produkt tani, jednak jego cena jest znacznie przyjemniejsza niż za Ziemię Egipską (165 zł), która ma dawać podobny efekt. Oba są zdecydowanie ciepłymi, wręcz pomarańczowymi bronzerami, które na twarzy mają prezentować się ładnie i naturalnie. Czy w przypadku Bronzing Stone jest to prawdą?

 
 
Muszę się Wam przyznać, że bardzo liczyłam na ten produkt i pod względem kolorystycznym, wykończenia i aplikacji, nie zawiodłam się. Bronzer ma ciepłe, pomarańczowe nuty, które wyglądają (o dziwo) bardzo ładnie na mojej nie opalonej skórze. Nałożony „lekką ręką” nie robi smug ani plam,  a jego intensywność można łatwo budować. Bronzing Stone posiada raczej satynowe wykończenie i nie zobaczymy w nim drobinek. Na opakowaniu znajdziemy informację, iż jest to produkt o kremowej formule (no chyba nie, mój egzemplarz jest zdecydowanie suchy i pylący), nadający się do każdego typu cery, który rozświetla skórę, tuszuje drobne niedoskonałości, wygładza i kryje cienie pod oczami. Serio ? Kto kamufluje sińce bronzerem? Producent twierdzi również, że produkt można nakładać na całą twarz, i z tym się zgodzę. Aplikowany puchatym pędzlem i bardzo lekką ręką daje efekt promiennej buzi. Co do używania go pod oczami, szczerze mówiąc nie odważyłam się na takie testy. Najczęściej ląduje on na policzkach i wytrzymuje na nich w bardzo dobrym stanie cały dzień, aż do wieczornego demakijażu.
 
 
A teraz pora pomarudzić. Co do samego kosmetyku mam tylko jedno zastrzeżenie. Bronzer strasznie pyli przy nabieraniu go na pędzel. Na szczęście problem ten da się zdyskwalifikować wykonując ruchy klepiące zamiast pocierających. Przejdźmy teraz do opakowania produktu od Swederm. Jest to dosyć solidna tektura z zatrzaskiem na mocny magnez. Od pierwszego użycia opakowanie łapie wszelkie ślady palców, które nie bardzo da się zmyć. Ten minus byłabym wstanie zaakceptować, gdyby nie fakt, że jest ich więcej.  Jako osoba lubiąca ład, porządek i dopracowane szczegóły, od razu zauważyłam brak precyzji przy „montowaniu” bronzera w opakowaniu. Jest on po prostu krzywo „przyklejony”. Tą wadę również mogłabym przełknąć, ale to jeszcze nie koniec. Kosmetyk nawet nie jest przyklejony do dna opakowania. Potrząsając nim, słuchać jak bronzer odbija się od tekturowych ścianek.
 
 
Kolejną wadą opakowania, którą zauważyłam od razu po odebraniu przesyłki, jest niedokładne klejenie krawędzi opakowania. Ktoś może powiedzieć, że się czepiam, ale jest to produkt za prawie 100 zł, więc powinien być wykonany solidnie i dokładnie, jak na tą cenę przystało. Tym bardziej, że inne marki jak Zoeva czy The Balm, które również korzystają z tekturowych opakowań, robią je znacznie lepiej, za podobną lub niższą kwotę. Za takie niedociągnięcia Swederm ma u mnie ogromnego minusa.
 
 
Po 3 dniach używania Bronzing Stone zauważyłam kolejną wadę opakowania. Od jego wewnętrznej strony pojawiły się duże pęknięcia wzdłuż zgięć kartonika. Obecnie mam go już 2 tygodnie i na szczęście nie pojawiły się kolejne. Zaznaczę tu również, że potrafię się obchodzić z kosmetykami. Nie rzucam nimi, nie wyginam opakowań itp, dlatego nie rozumiem skąd te pęknięcia
Podsumowując. Opakowanie tego kosmetyku jest tragiczne. Na prawdę, w mojej opinii jest ono wykonane po najmniejszej linii oporu i kompletnie nie daje po sobie poznać swojej ceny. Natomiast sam kosmetyk jest na prawdę dobry. Przyjemnie się z nim pracuje, nie utlenia się, nie wygląda zbyt pomarańczowo ani sztucznie. Bronzing Stone jest z całą pewnością bronzerem ciepłym i służy tylko do opalania cery. Tak wygląda w porównaniu z kilkoma innymi produktami ( od lewej: Inglot 505, Too Faced Chocolate Soleil, W7 Honolulu, Swederm, The Balm Balm Desert).
 
 
Jak sami widzicie Bronzing Stone firmy Swederm jest ciekawym produktem o przyjemnym wykończeniu i pigmentacji. Jego kolor nie każdemu może się podobać, dlatego jego zakup warto porządnie przemyśleć. Tym bardziej, że nie brakuje mu wad, choć nie kosztuje mało. Cały czas wierzę w to, że tylko mój egzemplarz okazał się felerny, a inne nie posiadają takich mankamentów. Nie mniej jednak, cieszę się, że go kupiłam. Pamiętajcie też, że jest to tylko moja subiektywna opinia, z którą nie musicie się zgadzać. Przecież nie każdy przywiązuje taką uwagę do opakowania.
Dajcie znać co o nim sądzicie, podobnie jak o Ziemi Egipskiej, na którą ciągle mam ochotę.
Miłego wieczoru, pa 🙂
 
P.S Wybaczcie brak zdjęcia, jak wygląda na twarzy, ale nie byłam w stanie tego oddać moim aparatem. Cóż, chyba pora na nowy sprzęt 🙂
Share:
  • Anonimowy

    też mam ten bronzer, moim zdaniem odcień nie jest ciepły. Cerę mam bardzo bladą i obawialam się że będę pomarańczowa, ale wygląda bardzo naturalnie, zwłaszcza na szyi i dekolcie. Co prawda opakowanie jest tekturowe, ale ma certyfikat jakąś nagrodę za innowację – na odwrocie opakowania. Moim zdaniem same opakowanie tekturowe lepiej chroni przy upadku – przy upadku bikorowej ziemi egipskiej zatrzask od razu mi się wyłamał i produkt warty o wiele więcej musiałam zabezpieczać gumą recepturką. Ogólnie moim zdaniem swederm jest lepszy. Pozdrawiam cieplutko 🙂

  • Anonimowy

    "Problem ten da się zdyskwalifikować", "po najmniejszej linii oporu" – aż żeby bolą od czytania tych stylistycznych potworków, chyba chodziło o minimalizowanie problemu i linię najmniejszego oporu. Mam nadzieję że to przeczytasz, wyciągniesz wnioski i nie będziesz popełniać takich błędów w przyszłości.

  • Nie widzę tutaj koloru dla siebie.

  • Jak dla mnie jest mega ciepły a ja wolę chłodne odcienie, ale ważne żeby Tobie pasował 🙂

  • Muszę przyznać, że całkiem eleganckie kolorki

  • Ja jestem od nich uzależniona xD

  • polecam stronę naturmedicin.pl. Podobno ich kremy parowe są świetne 🙂 Swój jeszcze testuję.

  • zdecydowanie nie moje tony 😉

  • Nie mam żadnego bronzera, dziwnie mi 😀

  • Dla mnie te wszystkie "ziemie egipskie" mają zbyt ciepłe tony 😉 Pozostanę przy moim Inglocie 505 😀

  • dlaczego nei znam tych kosmetyków ?!

  • Obawiam się, że dla mnie ma zbyt wiele ciepłych nut i wyglądałby na skórze nienaturalnie. Opakowanie faktycznie jest bardzo rozczarowujące.

  • Jak dla mnie troche za cieply odcien i troche za wysoka cena, a tak poza tym to pierwszy raz widze produkt z tej firmy 🙂
    Obserwuje! :* Zapraszam do mnie 🙂 jeżeli mój blog spodoba Ci siętak jak Twój podoba się mnie to zaobserwuj 🙂