Buble, buble, buble …

at
Hej. Dzisiaj trochę sobie ponarzekam. W ciągu ostatnich miesięcy nazbierało mi się trochę bubli. Niektóre już znacie z poprzednich wpisów, z innymi pewnie sami się spotkaliście.
Jak widzicie są to głównie kosmetyki i jedna „dekoracja” do pokoju. Od niej zacznę moje narzekania. Fioletowy, ceramiczny kominek okazał się ogromnym niewypałem. Gdy tylko się nagrzał, zaczynał się „kopcić” i śmierdzieć spalenizną. Po dłuższych oględzinach, doszłam do wniosku, że jest po prostu za niski, dlatego świeczka go „przypala”. Lepiej kupić jeden porządny, niż tani i nic nie warty.

Pierwszymi kosmetykami jakie bardzo mnie rozczarowały są pigmenty z Kiko. Kosztowały mnie chyba po 10 zł podczas promocji. Piękne kolory w opakowaniu, a na skórze sam brokat. Mam nadzieję, że inne odcienie są lepsze niż moje. Bezbarwny żel do brwi Essence również nie powalił mnie jakością, za to jej brakiem tak. Nie robi nic z włoskami. Dużo osób chwali sobie ten produkt, u mnie niestety się nie sprawdził. Błyszczyk marki Revlon nie spisał się lepiej. Ma piękny kolor ale na ustach wygląda jakby się zważył. Całe szczęście, że kupiłam go za niższą cenę.
Kolejne produkty, na których się zawiodłam to paletka z Makeup Revolution, pisak do ust z Kiko o numerku 106 i podkład z Paese. Dwa pierwsze kosmetyki opisywałam już na blogu. Paletka jak dla mnie zawiera za dużo widocznych na twarzy drobinek, więcej na jej temat znajdziecie tutaj. Za to pisak nie popisał się swoim wykończeniem, na co bardzo narzekałam w tym poście. Long Cover Fluid z Paese na pierwszy rzut oka jest idealny. Nie drogi, dobrze kryje i długo utrzymuje się na twarzy. Niestety po jednym dniu noszenia go, moja cera się zbuntowała. To jak ten kosmetyk potrafi zapchać jest dostatecznym powodem, by trafił na listę moich kosmetycznych „niewypałów”.
Następny na mojej czarnej liście jest róż W7 The Honey Qeen. Po roztarciu na skórze zostają tylko złote drobinki. Jakościowo jest kompletnym przeciwieństwem świetnego bronzera Honolulu tej samej firmy. Zdecydowanie odradzam Wam jego zakup, pomimo niskiej ceny, podobnie jak maskary Pump Up Booster Miss Sporty. Jej ogromna szczotka skleja rzęsy, a pod koniec dnia wyglądamy jak panda. Matujący utrwalacz makijażu Nyx nie jest taki zły jak inne kosmetyki, o których dzisiaj piszę. Nie mniej jednak, nie spełnia swojej roli. Nie zauważyłam dużej poprawy trwałości mojego makijażu, ani tym bardziej większego matu. Całe szczęście, że nie szkodzi mojej twarzy.
Podobna sytuacja jest w przypadku matującej bazy pod makijaż z Inglota. Mała tubka kosztuje, aż 25 zł, i nie wywiązuje się ze swojego zadania. Podobnie jak produkt firmy Nyx, nie zaszkodził mi, ale na pewno nie kupie jej ponownie. Ostatnim kosmetykiem jest znana Wam już paletka cieni Catrice Kaviar Gauche. O niej nie będę się rozpisywać, o tym jak bardzie mnie zawiodła przeczytacie tutaj.
 
Tak prezentuje się moja czarna lista kosmetyków. Całe szczęście, że nie są to drogie produkty, a wydane pieniądze nie bolą mnie tak bardzo. Ciekawa jestem Waszych bubli i co myślicie o moich.
Miłego dnia 🙂
Share: