BUBLE I ROZCZAROWANIA OSTATNICH MIESIĘCY

at

Trafić na kosmetyczny niewypał wcale nie jest tak trudno. Im więcej produktów testujemy, tym lepiej znamy nasze upodobania i wiemy na jaką jakość możemy liczyć od różnych firm. Najbardziej bolą wysokopółkowe buble oraz te od naszych ulubionych marek. Zobaczcie co mnie ostatnio rozczarowało.

rozczarowania, buble, wibo, puder.

Buble z drogeryjnej półki

Puder Wibo, którego zadaniem było utrwalenie makijażu oraz utrzymanie matowego efektu na wiele godzin. Niby nic nadzwyczajnego i takie produkty można znaleźć na każdym kroku. Niestety w tym wypadku marka Wibo poniosła totalną porażkę. Puder Marshmallow opisywałam Wam już jakiś czas temu i moja opinia się nie zmieniła. Pieniądze wyrzucone w błoto, dlatego nie polecam dodawać go do koszyka w przypływie „szału” podczas najbliższej promocji -55% w Rossmann.

Na fali popularności azjatyckich stron internetowych, w końcu i mnie dopadły uroki zamawiania na Ali. Z większości zakupów jestem w pełni zadowolona, ale zdarzył się jeden pędzlowy bubel.  Duży fun brush miał być idealny do rozświetlaczy, ale okazał się niezłym bublem. Włosie nie łapie kosmetyków, a jak już się nam uda coś nabrać, nie jesteśmy w  stanie przenieść tego z pędzla na skórę.

Buble, od których zaboli kieszeń

Givenchy Blush Noir Revelaeur to róż do policzków w formie gęstej mazi o nieciekawym fioletowo-szarym kolorze. Całe szczęście, że ten kosmetyk dostałam, a nie kupiłam. Z tego co widzę jest już chyba wycofany ze sprzedaży i w cale się nie dziwię. Konsystencja jest tłusta i nierówno się rozprowadza. Kolor prawie znika po roztarciu, a jak już nałożymy grubą warstwę wyglądamy po prostu na brudne. Jakim cudem taka marka wypuściła tak fatalny kosmetyk? Chciałabym wiedzieć co poszło nie tak.

L’Oreal La Palette Nude nie jest chyba jeszcze dostępna w Polsce. Dostałam ją w gratisie podczas zakupów w Boots. Jej jakość moim zdaniem nie dorównuje innym drogeryjnym cieniom. Kolory są całkiem ładne, stonowane, dzienne z odrobiną różu. Niestety mają bardzo kiepski pigment, ciężko się je buduje na powiece i wydobywa kolor. Jeśli pojawi się kiedyś w naszych drogeriach zapewne jej cena przekroczy 50 zł i zdecydowanie nie będzie warta zakupu. Sama robię do niej co jakiś czas podejścia, ale nie potrafię się przekonać.

Jako kosmetyczny maniak nie mogłam się doczekać premiery marki Fenty Beauty. Na mojej liście zakupów był oczywiście podkład Pro Filt’r. Już miałam zamawiać go w ciemno, ale podczas ostatniej wizyty w Sephora dostałam jego próbkę. Kolor 190 jest przeboski i wprost stworzony dla mnie. Tuż po aplikacji byłam zachwycona tym jak moja buzia wyglądała. Gładka, matowa i niemal idealna. Niestety już po paru godzinach zaczynałam się mocno świecić, a po powrocie z pracy strefa T wyglądała na mocno zwarzoną. Podkład wyglądał na tej partii twarzy jak jeden wielki glut. Dodatkowo po dwóch użyciach wysypało mi kilka bolących nieprzyjaciół, których leczyłam cały tydzień. Zdecydowanie nie kupię tego podkładu i jeśli macie problem z przetłuszczaniem się cery, Wam również odradzam jego zakup.

Stik Caolion pojawiał się już na moim blogu i niestety muszę podtrzymać moją wcześniejszą opinię. Nie spisuje się u mnie tak dobrze, jak chwalą inne dziewczyny. Nie trzyma matu u mnie nawet w najmniejszym stopniu i już dawno powinien znaleźć się w koszu. Trzymałam go tylko do tego wpisu.

Część z tych kosmetyków mogę teraz z czystym sumieniem wrzucić do kosza, choć paletce cienie pewnie dam jeszcze szansę. Na jakie kosmetyczne buble ostatnio Wy się natknęliście?

Share: