ENJOY FRESH-ON TIME | MIZON

at

Zdarzyło Wam się kiedyś bardzo mocno na coś nastawić, a później dostać kubeł zimnej wody ? Ja miałam tak właśnie z moją fascynacją kosmetykami koreańskimi. Ich składy miały działać cuda, udało mi się trafić na kilka na prawdę bardzo dobrych kosmetyków, co mnie tylko utwierdziło w przekonaniu o wyjątkowości koreańskich specyfików.

Dosłownie dzisiaj dotarło do mnie, że te „ekskluzywne ” produkty to azjatyckie, tanie, drogeryjne odpowiedniki takich marek jak Nivea, Lirene czy Garnier (bez umniejszania im czegokolwiek). Sklepy internetowe wmawiają nam, że płacimy kupę kasy za wyjątkowy krem, a tak na prawdę to zwykły przeciętniak. Ten temat będę pewnie drążyć jeszcze długo, nim nauczę się więcej o azjatyckich markach, po które warto sięgnąć. Dzisiaj mam dla Was za to kilka słów o maseczce marki Mizon (w Korei to drogeryjna półka). 

Mizon Black Bean Mask

ENJOY FRESH-ON TIME BLACK BEAN MASK NOURISHING HEALTHY SKIN, to pełna nazwa dzisiejszego bohatera. Choć po moim wstępie nie można było się spodziewać zachwytów, to jednak muszę pochwalić to mazidło. Od razu po zmyciu maseczki z twarzy, skóra jest odczuwalnie nawilżona i znacznie bardziej miękka. Moja cera przechodzi ostatnio kryzys i od samego rana jest spięta i sucha, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Ta maseczka działa na mnie jak kompres. Po jej zmyciu odczuwam tak duży komfort, że ahhh….. teraz już wiem z czym zmagają się na co dzień posiadaczki suchej skóry. Na szczęście ja będę walczyć z tym problem tylko do końca sezonu grzewczego.  Wróćmy jednak do bohatera dzisiejszego dnia. Black Bean Mask to fasolowa maseczka, której zadaniem jest dogłębne nawilżenie i ujędrnienie skóry. Ma ją pozostawiać również promienną i tętniącą życiem między innymi dzięki dobroczynnej witaminie E (zawartej w czarnej fasoli). 

Enjoy Fresh-On Time Mizon.

W zupełności zgadzam się z obietnicami dotyczącymi nawilżenia i ujędrnienia. Widoczne są gołym okiem. Co do „promiennej cery” nie zauważyłam większych zmian, ale też ich nie oczekiwałam. Zaletami tego kosmetyku jest też jego wydajność, cena (40 zł za 100 ml) oraz łatwość zmywania. Nikt nie lubi przecież spędzać 15 minut nad umywalką. Przejdźmy teraz do minusów maseczki, a znalazłam ich dwa. Po pierwsze zapach. Ciężko mi go opisać, ale przypomina lekarstwo z mojego dzieciństwa. Nie jest wybitnie brzydki, duszący czy drażniący, lecz do przyjemnych też nie należy. Drugą wadą jest dla mnie brak długotrwałego działania maseczki. Na drugi dzień nie ma już śladu po nawilżeniu. Być może moja skóra jest tak bardzo spragniona, że konieczne są mocniejsze nawilżacze. Z drugiej strony, maseczka może uwolnić swój potencjał po większej ilości aplikacji.  Tak też się czasem zdarza. 

Mizon maseczka 100 ml

Produkt sam w sobie ma bardzo przyjemną, kremową konsystencję, którą łatwo się nabiera ze słoiczka. Co do opakowania, nie można mu nic zarzucić. Solidne i jednocześnie bardzo lekkie z prostą grafiką i niezbędnymi informacjami. Tylko nazwa trochę przydługa. 

Czy żałuję jej zakupu ? Nie. Czy kupie ją ponownie ? Nie. Na rynku jest mnóstwo innych firm i produktów do odkrycia i mam zamiar odnaleźć w śród nich perełki. Czy polecam maseczkę BLACK BEAN marki MIZON ? Raczej tak. Spełniła swoje zadanie, nie zrobiła mi żadnej krzywdy i nie była droga. Z drugiej strony nie powaliła mnie na kolana, dlatego sami zdecydujcie czy warto 🙂

P.S Wybaczcie bardzo słabą jakość zdjęć, chwilo korzystam ze starszego aparatu.

Share:
  • Nie znam, ale jak działa krótko i nie pachnie ładnie to podziękuję, chociaż u innych może się sprawdzić 🙂

    • Każda cera lubi co innego. Same drugi raz jej nie kupię, choć zła nie jest 🙂

  • lukaszmakeup.pl

    Przetestowałbym 🙂