FAVOURITES | JUNE

at
Czas upływa jak szalony. Dopiero co witaliśmy czerwiec, a już minął pierwszy tydzień lipca. Nie mam pojęcia gdzie ten miesiąc mi uciekł, książki i nauka potrafią kompletnie odciąć człowieka od świata. Nie przedłużam już wstępu i zapraszam na ulubieńców czerwca.

 
 
W ciągu ostatnich kilku tygodni prawie całkowicie rezygnowałam z makijażu ust, lecz gdy już decydowałam się na jakiś kolor, był to MAC Brave. Odcień pasujący do większości typów urody i makijaży, o satynowym wykończeniu i bardzo dobrej trwałości. Była to moja pierwsza pomadka tej firmy i nadal nie żałuję jej zakupu.
 
 
Paleta cieni Chocolate Bar od Too Faced pewnie już Was nudzi, ale muszę o niej wspomnieć raz jeszcze. Pomimo rocznego maltretowania jej niemal dzień w dzień, nie widać dna w żadnym cieniu. Jest moją bazową, uniwersalną paletką na każdą okazję. Mam nadzieję, że jej siostry są tak samo dobre, bo planuję zakup nowej, brzoskwiniowej wersji. Równie dobrze ma się pędzelek H79 z Hakuro. Jest wykonany z naturalnego włosia kozy, o spłaszczonym, jajeczkowatym kształcie. Nadaje się idealnie zarówno do nakładanie cieni na całą powiekę, w jej załamanie oraz do rozcierania produktów. W ostatnim czasie był to mój ulubiony pędzelek i żałuję, że mam tylko  jedną sztukę. Zaskoczeniem dla Was może wydawać się kolejny ulubieniec. Celebrities eyeliner z Eveline, to ostatnio mój codzienny niezbędnik. Choć na początku naszej znajomości nie pałaliśmy do siebie sympatią, teraz nie potrafimy się rozstać. Nadal uważam, że produkt ten nie grzeszy trwałością, jednak nauczyłam się z nim pracować tak, aby efekt końcowy był zadowalający. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj.
 
 
Podobnie do poprzedniego ulubieńca, ten również nie grzeszy trwałością. Maskara Too Faced Better Than Sex daje przepiękny efekt na rzęsach. Podoba mi się tak bardzo, że jestem w stanie przymknąć oko na jej trwałość, która jest taka sobie. Jeśli chcecie, przygotuję dla Was bardziej szczegółową recenzję tego tuszu 🙂 Pozostając w tematyce makijażu oczu, na linii wodnej lądowała ostatnio cielista kredka z Rimmel. Exaggerate Watherproof Eye Definer  w kolorze 213 In The Nude. Jest to dość ciemny, beżowy odcień, który delikatnie powiększa oko. Na policzkach rotacja produktów była ogromna, lecz jeden element był stały. Kultowy rozświetlacz  Mary-Lou Manizer The Balm oczarował mnie ponownie. Uwielbiam efekt jaki daje na kościach policzkowych.
 
 
Z produktów dotyczących pielęgnacji ciała i włosów, na pewno nie muszę przedstawiać Wam szczotki Tangle Teezer. Moje różowe cudo to wersja The Original.  Można używać jej na mokrych i suchych włosach. Nie ciągnie ich, nie wyrywa, nie niszczy i nie elektryzuje naszej czupryny. Kto nie ma, niech szybko nadrabia. W ułatwianiu rozczesywania moich długich włosów pomocą jest też szampon Alterra Morela Bio & Pszenica Bio. Produkt ten nadaje połysk i miękkość. Wszystkie szampony tej marki nie zawierają silikonów, parafiny, konserwantów i innych nieprzyjemnych składników, są za to odpowiednie dla wegan. Więcej dowiecie się z wpisu na jego temat, który ukaże się jeszcze w lipcu. Został już tylko jeden ulubieniec ubiegłego miesiąca. Jest nim nowy żel pod prysznic Dove Purely Pampering, czyli słodki krem z piwonią. Dokładnie tak ten kosmetyk pachnie, aż chce się brać prysznic godzinami. Dla mnie jest obłędny, genialnie nawilża skórę (jak na produkt do mycia ciała), jest wydajny i delikatny.
 
 
Kochani, to już wszystkie produkty, które najczęściej molestowałam w czerwcu. Koniecznie napiszcie, czy znaleźli się tu i Wasi ulubieńcy.
Share: