MATTIFYING PRIMER | MAKE UP FOR EVER

at

Kolejna próba poradzenia sobie ze strefą T i jej nadmiernym przetłuszczaniem, skutkuje zakupem następnego kosmetyku, który obiecuje cuda. Gdy tylko zawitały do nas pierwsze upalne dni, na blogach jak grzyby po deszczu, pojawiło się mnóstwo artykułów jak zmatowić cerę. Niestety nie ma jednego, złotego środka, który zadziała u wszystkich, więc musimy testować te porady na sobie. W pogoni za matową cerą i dobrą trwałością makijażu, skusiłam się na moją pierwszą bazę z wyższej półki.

MUFE, makeup, baza, matująca, primer

Make Up For Ever Step 1 Mattifying Primer czyli matująca baza pod makijaż. Dostępna jest w dwóch pojemnościach – 15 0raz 30 ml, przy czym najbardziej opłaca się ta pierwsza. Silikonowa baza zamknięta jest w wygodnej, miękkiej tubce z dzióbkiem, co daje nam wygodną aplikację, bez ćwiczenia mięśni. Jej  głównym zadaniem jest oczywiście matowienie wybranych partii twarzy, utrzymywanie tego efektu, no i jak w przypadku większości baz, przedłużenie trwałości makijażu.

baza, MUFE, primer, matująca, strefa T

Po dobrych kilku tygodniach używania bazy MUFE mogę śmiało stwierdzić, że jest bardzo wydajna. Odrobina wystarczy na pokrycie nosa i brody, nieco więcej na czoło. Pomimo zawartości silikonów mnie nie zapycha, a podkład ładnie się rozprowadza. Baza szybko zasycha, nie lepi się i nie roluje. Kupowałam ją w ciemno, nie czytając wcześniej żadnych recenzji, a te są raczej skrajnie różne. Oczekiwałam od niej jedynie długotrwałego matu, w końcu nie wierzę w obiecanki producentów o całej liście plusów danego kosmetyku. Jednak nie jest to tani produkt drogeryjny, więc poprzeczka musi być postawiona wyżej.

MUFE, makeup, baza, mat

Baza Make Up For Ever przyprawiała mnie o szybsze bicie serca, ale tylko do pierwszego użycia. Efekt nie był tak spektakularny jak oczekiwałam. Faktycznie daje matowe wykończenie, opóźnia moment, gdy podkład zaczyna się ścierać, ale tylko trochę bardziej niż bazy drogeryjne, jakie do tej pory używałam. Liczyłam, że pomoże mi w walce z ważącym się podkładem, ale tutaj efekt również nie był powalający. Baza zaskoczyła mnie jedynie swoimi właściwościami wygładzającymi. Struktura skóry była nieco bardziej wygładzona, a pory mniej widoczne. Oczywiście nie był to efekt blur.  O co więc tyle szumu? Po raz kolejny przekonuję się, że cena o niczym nie świadczy, a każda skóra potrafi zupełnie inaczej przyjąć dany kosmetyk.

baza, matująca, makijaż, MUFE

Bardzo długo krążyłam między półkami perfumerii wahając się pomiędzy kilkoma bazami. Nie żałuję jej zakupu, choć drugi raz tego nie zrobię. Zaspokoiłam swoją kobiecą ciekawość, co do tego kosmetyku, nie powalił mnie na kolana, choć nie powiem też, że jest zły. Obecnie chodzi mi po głowie baza z Benefit i nowy podkład Smashbox. Może ta mieszanka poradzi sobie z moją cerą 🙂

Share:
  • Z baz MUFE miałam kiedyś wersję zieloną na przebarwienia i była super.
    A jaka baza z Benefit chodzi Ci po głowie? Porefessional?

    • Dokładnie ta. Moja cera bardzo często nie lubi się produktami, które są wychwalane w sieci 🙁

      • Ja jej nie znoszę. To znaczy lubię sam efekt, ale ta silikonowa powłoka jaką po sobie zostawia jest nie do zniesienia. Mam nadzieję, że Tobie bardziej przypadnie do gustu 🙂

  • Nie miałam pojęcia o jej istnieniu i to nawet chyba dobrze ;D

  • Ja mam właśnie bazę z benefitu, uwielbiam ją, świetnie wygładza i tworzy na skórze aksamitną powłoczkę. Tej z MUFE jeszcze nie miałam ale jak nie ma szału to raczej nie sięgnę <3

    • O to tym bardziej muszę ja dorwać. A jak z matem ?

  • Szkoda, że nie okazała się być rewelacyjna, za taką cenę można oczekiwać więcej. Ja też mecze się z przetluszczaniem cery i ścieraniem podkładu szczególnie na nosie. Póki co używam drogeryjne bazy matującej Lirene i całkiem nieźle się u mnie spisuje 🙂

    • Tą z Lirene też lubię. Ta z MUFE, jest może odrobinę mocniejsza.