MIYA myPOWERelixir

Czy zdarza Wam się zainwestować większą kwotę w krem do twarzy, a efekty w cale nie są lepsze od kosmetyku z drogerii? Nic w tym dziwnego. W takich produktach stężenie substancji aktywnych jest zazwyczaj niewielkie lub nawet zerowe. Jak więc odpowiednio zadbać o cerę? Rozwiązaniem są wszelkiego rodzaju sera, których w swojej łazience możemy mieć nawet kilka. Serum zazwyczaj działa na jeden konkretny problem skórny: złuszcza, napina, spłyca zmarszczki, nawilża, zwęża pory, reguluje pracę gruczołów. Nie znam chyba nikogo, kto miałby tylko jeden problem. Osobiście walczę z suchą skórą na policzkach, mocno przetłuszczającą się strefą T i zatkanymi porami, powoli dołączają również pierwsze zmarszczki. Nie ma takiej możliwości, by jeden krem czy serum zwalczył wszystkie problemy. Nic więc dziwnego, że dołączyłam do grona fanek pielęgnacji wieloetapowej, a kosmetyków w łazience wciąż przybywa. Kilka tygodni temu w moje ręce wpadło cudownie pachnące i naturalne serum rewitalizujące. MIYA myPOWERelixir obiecuje bardzo dużo i wiele z tych obietnic spełnia.

serum, MIYA, cytrusowe, polski, kosmetyk

Serum MIYA myPOWERelixir.

Lista cudowności jakie ma zafundować naszej buzi serum od MIYA jest na prawdę długa: odżywienie, energia, blask, redukcja śladów zmęczenia, napięcie, ujędrnienie, wygładzenie i rozświetlenie. Gdyby spełniło je wszystkie, nie potrzebowalibyśmy już niczego innego. Olejowo-woskowa formuła o cudownym, otulającym zapachu cytrusów zawiera aż 11 świetnych składników: olejek ze słodkich migdałów, olejek kokosowy, olejek jojoba, olejek ryżowy, olejek chia, olejek z gorzkiej pomarańczy, ekstrakt z planktonu, wosk ze skórki pomarańczy, masło mango oraz witaminy E i F. Pośród tych dobroci nie znajdziemy olejów mineralnych, silikonów, parafiny, glikolu ani PEG-ów. Dokładny skład serum znajdziecie na oficjalnej stronie marki tutaj. Specem nie jestem, ale dla mnie wygląda na prawdę dobrze i bogato. Nie tylko skład robi wrażenie, ale i jego wielofunkcyjność. Serum Miya myPOWERelixir możemy stosować na nie tylko na twarz i dekolt, ale i pod oczy i na usta – genialnie się u mnie w tej roli sprawdza – nie spływa do kanalików łzowych i nie powoduje zamglenia oczu. Odrobinę produktu rozgrzewamy w palcach i delikatnie wklepujemy w skórę lub nakładamy bezpośrednio na cerę i rozmasowujemy kulistymi ruchami.  U mnie oba sposoby sprawdzają się rewelacyjnie. Możemy nakładać je również grubszą warstwą jako maseczkę całonocną, ale z tym trzeba uważać. Serum jest z tych cięższych i przy częstym używaniu potrafi zapychać moje tłuste partie twarzy.

serum, MIYA, MYPOWERELIXIR, rewitalizujące, naturalne, hipoalergiczne.

Jak sprawdza się serum rewitalizujące MIYA?

Serum MIYA stosuję zazwyczaj dwa razy w tygodniu na całą twarz, po wieczornym demakijażu. Przy częstszym nakładaniu go, pojawiał się problem z zapychaniem porów, powstawaniem nowych zaskórników a nawet wyprysków. Przy cerach suchych nie powinno się to zdarzać, ale jeśli tak jak na macie skórę tłustą lub mieszaną, lepiej stosować je rzadziej. Samo serum ma przyjemną konsystencję, która pod wpływem ciepła zamienia się w otulający olejek o cudownym, słodkim zapachu cytrusów, który towarzyszy mi, aż do zaśnięcia. Serum potrzebuje kilkanaście minut na wchłonięcie,  więc trzeba chwilę odczekać przez wtuleniem się w poduszkę. Rano moja skóra jest świeża, gładka i wyjątkowo miękka w dotyku. Nie zauważyłam by buzia była bardziej promienna, a zmarszczka na czole płytsza, ale od tego są inne sera. Bardzo żałuję, że nie mogę nakładać go częściej, jego zapach jest uzależniający.

serum, hipoalergiczne, naturalne, polskie,

Serum MIYA myPOWERelixir dostępne jest w dwóch pojemnościach 15ml i 50ml w większości popularnych drogerii w cenie 40/100zł. Proste, szklane opakowanie, kobieca i elegancka szata graficzna sprawiają, że staje się ozdobą łazienkowej półki. Bardzo dobry (jak na mój gust) hipoalergiczny skład (składniki pochodzenia naturalnego – 98,4%) czynią go wyjątkowym na naszym rynku. Oczywiście jest produkowane w Polsce, a więc kupując go wspieramy nasze rodzimą firmę.

To moje drugie spotkanie z produktami marki MIYA i tym razem jest niezwykle udane. Ciesze się, że serum dostępne jest w dwóch pojemnościach. Dzięki temu możemy je przetestować nie wydając majątku, co w razie niepowodzenia nie zaboli nas po kieszeni. Jeśli tak jak ja, macie cerę mieszaną z przetłuszczająca się strefą T i boicie się o niepotrzebne zapychanie porów, mniejsza wersja będzie idealna.  W 6 miesięcy nie zdążylibyście zużyć dużego słoika, a tak ten maluszek będzie w sam raz przy stosowaniu 1-2 razy w tygodniu. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam serum rewitalizujące MIYA jako wieczorną dawkę odżywienie i nawilżenia dla każdego typu cery, a szczególnie tej suchej.

Share: