PIGMENTY KOBO PROFESSIONAL FANTASY PURE PIGMENT

at

Choć nie należę do typowych sroczek, którym serce szybciej bije na widok każdego błyszczącego cienia i tak zdarza mi się po nie sięgać. Od dłuższego czasu chodzą za mną zielone, mieniące się pigmenty, które nie zrujnują portfela. Idealnym wyborem okazało się odwiedzenie drogerii Natura, w której znajdziemy produkty Kobo. Ta firma oferuje świetną jakość za niewygórowaną cenę. Przedstawiam Wam pigmenty Kobo w zielonym wydaniu. 

pigmenty, kobo, green, loose, pure, pigment

Pigmenty Kobo Fantasy Pure Pigment

Dostępne są obecnie w 6 wariantach kolorystycznych. Skusiła ma się na dwie zielone błyskotki: 101 Aurora oraz 102 Golden Olive. Waga każdego z nich to 1,1g. Regularna cena pigmentów to 19,99zł, ale można kupić je sporo taniej podczas promocji. Kosmetyk zamknięty jest w plastikowym słoiczku z nakrętką, zabezpieczony jedynie sreberkiem. Zdecydowanie przydałoby się również siteczko, które ograniczałoby rozsypywanie sie produktu. Pigmenty Kobo są bardzo drobno zmielone co ma woje plusy i minusy. Zarówno podczas odkręcania opakowania, jak i aplikowania ich na powiekę, strasznie się pylą. Nauczona na własnych błędach, zabawę z nimi zaczynam zawsze od rozłożenia chusteczek na toaletce i kolanach.

Dużym plusem pigmentów Kobo jest ich łatwość aplikowania – nabieram odrobinę na palec i wklepuję w powiekę. Dla wzmocnienia efektu jak i trwałości, zawsze używam odpowiedniej bazy w postaci Glitter Primer z Nyx. Działa jak klej, który szybko chwyta pigment, podbija jego kolor oraz błysk. Równie dobrze spisze się zastygający korektor lub porządna primer pod cienie. W zależności od tego jaki kolor ma Wasza baza, pigmenty będą mniej lub bardziej intensywne. Na jasnej, cielistej oba pigmenty (Aurora oraz Golden Olive) wyglądają na złote. Nałożone na brązowy cień lub czarny liner ukazują swoje prawdziwe, zielone piękno. Idealnie widać to na powyższym zdjęciu (pigment 101), ale dla lepszego efektu zrobiłam również swatche na dłoni. Od lewej to Aurora, od prawej Golden Olive, górny rząd korektor, później czarny liner, a na dole sam glitter primer.

Nawet nie wiecie jak ciężko jest oddać urok tych błyskotek na zdjęciu. W każdym świetle wyglądają nieco inaczej. Nie są to intensywnie zielone kolory, co może być dla wielu plusem. Dzięki temu łatwiej jest je wkomponować w makijaż, nawet gdy boimy się kolorów. Uważam, że prezentują się bardzo ładnie na oku i można je nosić nawet w dziennym makijażu. Zdecydowane nie żałuję, że się na nie skusiłam, choć będę szukać jeszcze intensywniejszych zieleni. Piękne kolory widziałam w asortymencie Tammy Tanuka i to pewnie one będą moim kolejnym wyborem.

pigmenty kobo, pure, pigment, green, makeup, eyes, green eyes

Share: