L’Oréal Professionnel Pro Fiber

L’Oréal Professionnel Pro Fiber

Hej. W lipcu odbyła się premiera nowej gamy produktów do pielęgnacji włosów od L’Oreal Professionnel. Linia Pro Fiber to nie tylko usługa w salonie fryzjerskim ale też indywidualnie dobrane kosmetyki do użytku domowego. Miałam przyjemność przetestować nowość L’Oréal Professionnel dzięki stronie ofeminin.pl  i zdążyłam już wyrobić sobie zdanie na jej temat.

(więcej…)

Trouble, trouble, trouble …

Trouble, trouble, trouble …

Yves Rocher France , a dokładnie ich szampon i odżywka do włosów. Największe rozczarowanie tego roku. Szczerze powiedziawszy tak okropnego duetu jeszcze nie spotkałam. Chcecie się dowiedzieć co takiego te produkty robią ? W takim razie czytajcie dalej .

 

Na pierwszy ogień idzie szampon LISSAGE SMOOTHING . Jest to produkt, który ma za zadanie ułatwić rozczesywanie i układanie włosów, wygładzenie ich i zabezpieczenie przed skręcaniem. Tyle obiecuje nam producent za jedyne 15 zł w 300 ml butelce. No właśnie czy to tylko 15 zł ? Jak dla mnie to „aż”. Po jego pierwszym użyciu nie mogłam uwierzyć co ten szampon zrobił z moją fryzurą. Rozczesanie ich było męczarnią, która skończyła się bardzo dużą ilością wyrwanych włosów. Dodam, że nigdy wcześniej nie miałam, aż tak dużego problemu z tą czynnością i jak zwykle użyłam odżywki. Mało tego, włosy stały się matowe, szorstkie i suche. Jedyną rzeczą, o której zapewnia producent, i która się sprawdziła to brak skrętów. Pasma faktycznie były całkiem proste. Zapach szamponu jest neutralny, ani ładny, ani brzydki. Zwykły ziołowy/ roślinny aromat. Jedyną zaletą tego produkty jest jego bardzo dobre pienienie się.
Skład nie jest zachęcający. Nie wiem czemu, ale nie zauważyłam podczas zakupów, że na drugim miejscu jest ALS, czyli nic innego kolejny związek z grupy tzw. SLS.  Po przygodzie z tym produktem, nie mam najmniejszej ochoty na zakup kolejnego szamponu tej firmy.
Wygładzająca odżywka do włosów z wyciągiem z ziaren Gombo . W przypadku tego produkty nie było, aż tak źle. Już podczas nakładania miałam wrażenie, że wsiąka w moje włosy. Uznałam to za dobry znak. Zawiodłam się jednak, ponieważ nie specjalnie ułatwia rozczesywanie, nie zauwazyłam też efektu wygładzenia ani tym bardziej działania przeciw puszeniu się włosów. Stosowałam ją wraz z szamponem z tej serii oraz z innymi szamponami. Efekt zawsze był taki sam. Kolejny raz zapewnienia producenta mają się nijak do rzeczywistości. W przeciwieństwie do szamponu, odzywkę mam zamiar zużyć do końca, może po dłuższym czasie stosowania zobaczę jakiekolwiek pozytywne efekty. Dla zainteresowanych skład odżywki.
Odżywkę można kupić w cenie regularnej 14,90 zł za 150 ml. Także niezbyt tanio w porównaniu do zwykłych drogeryjnych, a efektów brak. Podsumowując. Raczej nie kupię nic do pielęgnacji włosów z tej firmy. Być może inne produkty są lepsze, albo tylko na mnie tak źle działają te dwa. Jeśli mieliście podobne lub zupełnie inne odczucia co do tych kosmetyków, koniecznie dajcie znać w komentarzach. Tymczasem życzę Wam udanego weekendu i relaksu 🙂
Like a silk

Like a silk

Witajcie kochani. Dzisiaj mam dla Was ostatni już w tym roku post. Tak jak poprzedni, ten również będzie dotyczył włosów 🙂

Dzisiejszym bohaterem jest maska do włosów Sleek Line Professional Repair & Shine.
Zawiera proteiny jedwabiu, kwas jabłkowy oraz  alkohol cetearylowy, które mają działanie nawilżające oraz wygładzające włosy. Jest to produkt do „użytku profesjonalnego”.

Maskę nakładamy na umyte, wilgotne włosy i owijamy folią  oraz ręcznikiem. Trzymamy ją przez około 5 minut. Osobiście zostawiam ją na jakieś 15 minut dla lepszego efektu. Możemy stosować ją również w tzw. temperaturze pokojowej, czyli bez zabawy z folią i turbanem z ręcznika. Wówczas powinniśmy trzymać ją dwa razy dłużej.

Maska ma bardzo przyjemny, delikatny zapach i  nie spływa z włosów. Jej objętość to 250 ml za cenę 12 zł. U mnie produkt sprawdził się bardzo dobrze. Delikatnie dociążył moje puszące się i niesforne włosy, dodatkowo stały cię one lśniące i bardziej gładkie. Oczywiście nie można spodziewać się cudów po tym produkcie. Włosy nie stały się nagle idealnie gładkie jak po wizycie w najlepszym salonie fryzjerskim. Jednocześnie warto podkreślić, że maska poradziła sobie nie gorzej od tych droższych wersji drogeryjnych. Za tak niską cenę dostajemy bardzo fajny produkt dociążający nasze włosy.

Korzystając z tego, że jest to już ostatni wpis w tym roku, chciałabym wszystkim czytelnikom życzyć udanej zabawy sylwestrowej. Aby Wasze postanowienia noworoczne zostały zrealizowane, a 2015 rok był dla Was lepszym, bogatszym w pomysły i pozytywnie zaskakującym czasem 🙂

Unpleasant surprise

Unpleasant surprise

Witajcie kochani. Choć jesteśmy w samym środku świąt liczę, że znajdziecie chwilkę dla mnie.
Dzisiaj o moim pierwszym tak dużym bublu, jakim jest Wygładzający krem prostujący włosy od Joanna. 

Sięgając po ten produkt  miałam nadzieję, że w najgorszym wypadku nie da oczekiwanego rezultatu. Niestety po jego zastosowaniu doznałam szoku. I to ogromnego. Zamiast gładkich pasm miałam na głowie siano. Włosy momentalnie się napuszyły jak u barana, w dotyku były szorstkie i suche. Na szczęście  po ponownym umyci i nałożeniu maksi nawilżające na 15 min w „cieple”, udało mi się odratować włosy. Dodatkowo ogromnym minusem jest zapach i konsystencja tego produktu.

 

Jest półprzezroczysty, perłowy o wyraźnym zapachu rzepy. Dodatkowo produkt jest dość rzadki i spływa z palców podczas nakładania. Nie wiem czy tylko ja trafiłam na wadliwą partię, czy wszystkie te kremy są  aż takim niewypałem. Dostałam nauczkę, że przed ważnym wyjściem nie warto eksperymentować z nowymi kosmetykami.
Ktoś z Was miał kiedyś ten konkretny produkt ? Jestem ciekawa Waszych opinii, ponieważ inne kosmetyki Joanna sprawdzały się u mnie całkiem dobrze 🙂
P.S. Wesołych świąt , w końcu trwają nie tylko w wigilie.

 

Kallos, no mask just conditioner

Kallos, no mask just conditioner

 

Witajcie ! Na pewno zauważyłyście, że od jakiegoś czasu coraz głośniej robi się na temat produktów Kallos. Przeglądając notki moich ulubionych blogerek, również parę razy natknęłam się na tą firmę. Nie zwlekając dłużej udałam się do najbliższej drogerii i zamarłam. Byłam święcie przekonana, że za taką maskę trzeba zapłacić większą kwotę, a tu proszę bardzo, za słoik 1000 ml to wydatek tylko 10 zł, a za mniejszą wersję 275 ml 6zł. Miałam nie lada problem z wyborem odpowiedniej. Jak dla mnie każda ma zbliżone działanie i podobny skład. Główna różnica to zapach. Do wyboru mamy całą gamę, czekolada, wanilia, banan, owocowa, latte, algi, miód i wiele innych, również bez wyczuwalnej woni.

 

Jak tylko zobaczyłam czekoladową maskę, już wiedziałam, że ją pokocham. Zapach jest wręcz obłędny. Mi przypomina czekoladę na gorąco lub dobry budyń czekoladowy. Zapach jest bardzo intensywny i jest to słodka przyjemność podczas nakładania kosmetyku na włosy. Niestety jak tylko zmyjemy produkt bańka pryska i po czekoladowej uczcie nie ma śladu. 

 

 

Opis na etykiecie produktu. Jak każdy producent obiecują wiele, ale czy to cudo faktycznie tak działa? Tak na prawdę nie nazwałam bym tego „specyfiku” maską, tylko odżywką. I takie też są efekty po jego stosowaniu.

 

 

Konsystencja tych masek przypomina budyń. Na szczęście nie spływają z włosów i śmiało możne je trzymać ponad 5 minut.

 

 

Zaopatrzyłam się też w mniejszą kreatynową wersję. Nie zauważyłam prawie żadnej różnicy podczas jej stosowania, oprócz braku zapachu. Dlatego też raczej nie kupię jej ponownie.
Podsumowując. Maski firmy Kollos to zwykłe średniaczki za małe pieniądze i o obłędnym zapachu. Z powodzeniem można je stosować zamiast odżywki do włosów. Czy kupię ją ponownie ? Pewnie skuszę się na latte, ale tylko ze względu na zapach. 
Używałyście już ich ? Co o nich sądzicie ?
Zapomniałabym napisać, że ostatnio pojawił się mój fanpage na Facebooku. Serdecznie Was zapraszam do odwiedzenia i polubienia tej strony. Oprócz aktualnych informacji o postach znajdziecie też tam modowe, kulinarne, kosmetycznie i inne z życia wzięte inspiracje. Stronka dopiero się rozwija i liczę na Wasze wsparcie w jej tworzeniu. Sugestie o czym chciałybyście/ chcielibyście tam przeczytać lub zobaczyć również są mile widziane.
 
Jutro już środa, a więc połowa tygodnia za nami. Jeszcze trochę a znów będzie piątek 🙂

 

Never ending story about hair

Never ending story about hair

Pozwolić wyschnąć włosom samym czy je wysuszyć ? Też macie taki dylemat ? Dla mnie obie opcje były niekorzystne. Gdy wysuszyłam je na suszarce miałam na głowie tzw. siano, bardzo mocno napuszone i nieposłuszne pasma. Gdy pozwoliłam im wyschnąć samym ( zazwyczaj w nocy) rano budziłam się z loczkami, niestety każdy w inną stronę w mało artystycznym nieładzie. Do czasu. Niedawno zaopatrzyłam się w serum L’OREAL TecniArt oraz okrągłą ceramiczną szczotkę z naturalnego włosia. I to był strzał w dziesiątkę.

Szczotka okazała się być najlepszym zakupem. Ceramiczna powłoka równomiernie rozprowadza ciepło suszarki i wygładza pasma włosów. Jednocześnie osoby, które nie posiadają bujnej fryzurki mogą sobie dodać objętości odpowiednio modelując ją od nasady. Wielkim plusem naturalnego włosia jest bardzo łatwe i delikatne rozczesywanie włosów po umyciu. Zawsze miałam z tym problem nawet po użyciu odżywek. Podsumowując: ułatwia rozczesywanie, wygładza, dodaje objętości, włosy są lśniące i miękkie.
Jeśli chodzi o serum również jest godne polecenia. W ciągu miesiąca zużyłam 1/3 opakowania 50 ml. Jest to preparat do stosowania zarówno na suche jak i mokre włosy. Według etykietki intensywnie wygładza i dyscyplinuje włosy. W tym wypadku zgodzę się z tym. Po nałożeniu na wilgotne włosy i wysuszeniu na szczotce otrzymujemy miękką i gładką fryzurkę z wyraźnym efektem wygładzenia. Gdy nie wysuszymy włosów preparat delikatnie skręca pasma uwydatniając naturalne loczki. Sporo osób może stwierdzić, że w ten sposób „oklejamy” włosy warstwą sztucznych silikonów, jednak dla mnie efekt jest tak dobry, że warto wypróbować.
Próbowaliście już takich produktów ? A może macie swoje sposoby na gładkie włosy ? Liczę na wasze komentarze 🙂
Strona 2 z 212
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial